Kawa z Radiem KSON - 17.04.2026

April 17, 2026 00:57:49
Kawa z Radiem KSON - 17.04.2026
Kawa z Radiem KSON
Kawa z Radiem KSON - 17.04.2026

Apr 17 2026 | 00:57:49

/

Show Notes

View Full Transcript

Episode Transcript

[00:00:03] Speaker A: Tu radio XOM. Radio dla Ciebie. Słuchaj nas. Tłukaj nas. [00:00:14] Speaker B: W samo południe, 17 kwietnia, piątek. Kawa z Radiem Xon. Coś na pobudzenie, bo może ktoś dzisiaj jest senny. Zmiany pogody tak wpływają. Leszek Kopesz, kłaniam się nisko i zapraszam. Dynamicznie, lirycznie, satyrycznie. Tak zawsze dzieje się w kawie z Radiem Xon. Tylko my gramy piosenki poetyckie i autorskie w samo południe, nie bając się żadnych konsekwencji, bo przecież dobry tekst z dobrą muzyką zawsze się obroni. A piosenka powinna być o czymś, bo to jest życie, szanowni państwo. Nie zawsze dręczę państwa za powiedzeniami kto śpiewa, dlaczego i po co, bo nie o to chodzi w tej audycji. Chodzi o pewien niepowtarzalny klimat tego co tutaj się dzieje i mam nadzieję, że państwo już ten klimat wyczuli, że przyzwyczaili się do tych audycji. i że lubią je Państwo. Zapraszam wszystkich tych, którzy jeszcze nas nie słuchają. Przyjdźcie do mnie, przyjdźcie i posłuchajcie, a może będzie to Wasz ulubiony przystanek w trakcie dnia niezobowiązujący, ale może wspierający. [00:01:54] Speaker A: Tu radio PSOM. Radio dla Ciebie. Słuchaj nas! [00:02:26] Speaker C: Z ludzkich tysiąc rąk Wciąż niestworzone Idziesz, przychodzisz, nie wiem skąd Cóż chcesz dokonać A z tobą noce, z tobą dni Nadzieją tnisz się jeszcze Jakby przez płomień, jak przez dym Dawisz ze mnie moim wierszem Śniąca się smutnym białym snem Siadasz obok przystola Wilczeniem swoim budzisz mnie Wielbiąc moją bezwola A z tobą nocy, z tobą dni nadzieje odlisz się jeszcze jakby przez płomień, jak przez dym wróć ze mnie moim wierszem a z tobą noce, z tobą dni nadzieje odlisz się jeszcze Jakby przez płomień, jak przez dym, drobisz ze mnie moc [00:04:56] Speaker D: Czas na podkładkę. [00:05:12] Speaker B: A to Waldek Chyliński tak pięknie śpiewa. Ostatnio lansujemy piosenki Waldka i zespołu Mikroklimat. Za chwilę oni dla was zaśpiewają i zagrają, żeby krążenie bardziej pobudzić, żeby było bardziej optymistycznie bez względu na pogodę. U nas zawsze dobry nastrój i specjalna kawa z dodatkami. [00:05:40] Speaker A: Tu Radio Xon. Radio dla Ciebie. Słuchaj nas! [00:05:46] Speaker B: I kawa z Radio Xon. [00:05:48] Speaker C: Zwycięzca złotnych wichrów bursznie pogody Włóczęga król gościńców łobuz wieczny Wciąż biegnę w wyścig z wiatrem na zawody Niewierny wszystkim prawom, głodem sprzecznym [00:06:11] Speaker E: Śpij ze mną lekko myślność [00:06:13] Speaker C: płocha Proszę szaloną dusz oboź Kaśma przydrożna [00:06:24] Speaker E: wygnam, nie ma cocha Pustą zakiewkę mogę [00:06:29] Speaker C: idąc śpiewie kloś Płaszczem nakryty zasnę, wszędzie bezpieczny Pod gołym niebem i w cieniu gospody U głowy kij położę przyjaciel jabłeczny Urodzi kwiat marzenia, owoc zgody Śpij ze [00:06:57] Speaker E: mną lekko myślność płocha Z proszę szaloną duszo bądź Karczma przydrożna wygnam, nie ma cocha W pustą sakiewkę mogę idąc śpiewie kląć Śpij ze mną lekko myślność płocha [00:07:23] Speaker C: Proszę szaloną duszo bądź Karczma przydrożna wygnam, [00:07:33] Speaker E: nie ma cocha Pustą sakrywkę mogę idąc [00:07:38] Speaker D: śpiewy kląć Tu radio [00:07:56] Speaker A: XOM Radio dla Ciebie Słuchaj nas! [00:08:14] Speaker C: Koniec imprezy, wciąż ktoś ubywa Chociaż saksofon tak pięknie gra Mój przyjacielu jeszcze trzy piwa W zdrowie trzeba pić Póki jest w furę starych lat Zabrał czas, jutro nie ma dat Nie ma nas Nic się nie stanie, jutro na pewno Ciesz się już dzisiaj z tego co ma Chociaż to dzisiaj mordę ma wredno Lecz ma, ma, ma Wszystkie nasze dni Jeden pies zdrowie trzeba pić Póki jest furę starych lat Zabrał czas, jutro nie ma dat Wszystkie nasze dni, jeden piekł Zdrowie trzeba pić, póki nie Twóry starych lat, zabrał czas Jutro nie ma dań [00:11:30] Speaker B: No i teoretycznie powinniśmy teraz zagrać jakąś wstawkę satyryczną. Zrobimy to, ale dopiero za chwilę. Na razie jeszcze o miejscach, które są piękne, a że zbliża się czas, w którym państwo być może będą gdzieś wyjeżdżać, planować jakiś wolny czas, no to warto o miejscach pięknych posłuchać, szczególnie w piosence. To jest kawa z Radiem Xon. nadawana przez Radio Xon ze stolicy Karkonaszy w Jeleniej Góry. [00:12:03] Speaker F: Jest tyle pięknych miejsc tych, które warto poznać ich piękno cieszy mnie o ile wrócić można. Jest wiele dziwnych miejsc, a może jeszcze więcej, lecz trzeba w życiu To jedno własne miejsce. Nieznany los cię rzuci To dobrze wtedy móc Chociażby myślą wrócić Chciałeś walcz póki starczy sił, by jeszcze gorzej Nasz dom [00:15:04] Speaker B: Był taki czas, że mięso w naszym kraju było, że tak powiem, na kartki i niedostępne, o czym państwo na pewno dobrze pamiętają. No i wtedy ratowaliśmy się w różny sposób. Odwiedzaliśmy często sklep warzywny, no bo warzywa były jeszcze w miarę dostępne dla naszych kieszeni. Okazuje się, że teraz z tymi warzywami też ostrożnie. Mawiano też kiedyś, jak nie będziesz pracował, to będziesz jadł filety rybne. No, ja bym teraz tak nie zaryzykował. Kawa z Radiem Xon, proszę bardzo. Znany satyryczny fragment kabaretowy. [00:15:44] Speaker D: Opole [00:15:49] Speaker B: 80. Kabaret tej. [00:15:57] Speaker G: Poczekajcie, zanim się wypnę, najpierw się zapnę. Poczekajcie. W pierwszym rzędzie witamy wszystkich siedzących. [00:16:08] Speaker B: Bez wyroku. [00:16:09] Speaker G: Witamy gorąco i serdecznie naszych sympatycznych znajomych z tyłu sklepu warzywniczego numer 80 w Opolu. [00:16:17] Speaker H: Gorąco i serdecznie witamy tyłowłazów, czyli tyłojętów u nas. [00:16:27] Speaker G: Tak. Proszę państwa, gorąco i serdecznie witamy sympatyków witamin. [00:16:33] Speaker H: Bo o sympatyków białka już coraz trudniej. [00:16:39] Speaker G: Przepraszam, prawda? Jest późno, nie myśli. Co ty? Sympatyków białka przybywa, tylko z białkiem mamy przejściowe, chwilowe. Proszę państwa, to, że jesteście tyłojętami i tyłowłazami świadczy o waszej inteligencji. Świadczy o waszej bezstrości umysłu. Świadczy po prostu o tym, że stać was było na to, aby dać nam w łapę stówę i spokojnie czekać na towar. [00:17:09] Speaker H: A nie mieszać się tam z tym motłochem. [00:17:13] Speaker G: Proszę państwa, powiedzmy sobie szczerze, że jak towar przywiozą, to i tak dla wszystkich nie starczy. I dlatego będziemy obsługiwać poza kolejnością. I tak. Pierwszej kolejności poza kolejnością. Co tam jest w sklepie zawsze? [00:17:30] Speaker H: Inwalidzi. [00:17:31] Speaker G: No, artyści najpierw dostaną, prawda. [00:17:34] Speaker D: Tak. [00:17:40] Speaker G: Dalej, kto tam jeszcze? [00:17:42] Speaker H: Ciężarni. [00:17:42] Speaker G: No, pracownicy radiokomitetu, prawda. I kto tam jeszcze jest? [00:17:51] Speaker H: Oraz odbywający zasadniczą służbę... [00:17:54] Speaker G: No, pracownicy Ministerstwa Kultury i Sztuki. Dobrze. Proszę państwa, na szereg pytań, które napłynęły do naszego sklepu, nie możemy wam odpowiedzieć. Nie możemy wam odpowiedzieć na pytanie, ile nam przywiozą tego towaru. [00:18:11] Speaker H: Nie możemy wam powiedzieć, co nam przywiozą. [00:18:14] Speaker G: Nie możemy wam powiedzieć, kiedy nam przywiozą. [00:18:18] Speaker H: I nie możemy powiedzieć, czy w ogóle kiedykolwiek przyjadą. [00:18:23] Speaker G: Słuchajcie, ale, ale możemy wam odpowiedzieć na pytanie, co mamy. Zapytajcie się głośno, tak jak jesteście, co mamy. Trzy, cztery. [00:18:32] Speaker D: Co mamy? [00:18:34] Speaker G: Rok 1980. Chcecie sobie coś krzyknąć? Niech żyją warzywa i owoce. Bardzo dobrze. Która jest godzina? Pół do dwunastej. A myśmy o dziesiątej mieli otworzyć. [00:18:54] Speaker H: O, taka firma. [00:18:57] Speaker G: Jaka? [00:18:58] Speaker H: Z połem. Z połem i za późno w stołem. [00:19:03] Speaker G: Nie. Połem, bo się przepracowałem. [00:19:08] Speaker H: Chyba przepiołem. [00:19:12] Speaker G: Też prawda. Też prawda. Proszę państwa, niestety, no, piję. Trzeba przyznać, piję, ale piję przez prasę. [00:19:20] Speaker H: A ja przez słomkę. [00:19:23] Speaker G: Mówi, nie rozumiesz. Ja mówię, że piję, bo jakiś dziennikarz napisał o mnie, że jestem spirytus mowens. Spirytus to wiem, a mowens... To ci wczoraj odebrało. Idź zobacz, kto tak kulturalnie puka do sklepu. Idź. Teraz cicho. [00:19:44] Speaker H: Cicho. Przyszedł ten, co się w zeszłym tygodniu zapisał na naćpietruszki. [00:19:51] Speaker G: A krew oddał? Co ja godam? Co ja godam? Którego dzisiaj mamy? [00:20:03] Speaker H: Dwudziesty trzeci. [00:20:04] Speaker G: No to powiesz, on jest dwudziesty czwarty. Powiedz. I jeszcze mu iść powiedz, żeby tutaj nie przeklinał, bo tu jest sklep. I żeby nie mówił nać. Idź mu powiedz. [00:20:13] Speaker H: A co ma mówić? [00:20:17] Speaker G: Odrosty ma mówić. [00:20:18] Speaker D: Halo? [00:20:21] Speaker H: No. Panie? Tak. Czy zamiast odrostów od pietruszki, mógłby pan wziąć odrosty od marchewki? A to co, to ja jestem królik? A propos, jak się pan nazywa? [00:20:33] Speaker C: Zając. [00:20:36] Speaker H: Odliczaj pan z tego sklepu. Halo? [00:20:40] Speaker B: No? [00:20:40] Speaker H: Panie zająk? A śrutu pan nie chce? [00:20:45] Speaker G: Dobry. Faktura. Gdzie jest faktura? [00:20:51] Speaker H: Kto to jest? [00:20:53] Speaker G: Z opatrzeniem, brać. [00:20:56] Speaker H: A co przywieźli? [00:20:57] Speaker G: Pyry. [00:20:58] Speaker H: A ile tego jest? [00:21:01] Speaker G: Tona. [00:21:01] Speaker H: To jest tona? [00:21:02] Speaker G: Tona rachunku. Znaczy to na, to na, to na, to na rachunku. A to na, na zaplecze. [00:21:10] Speaker H: To razem dwie tony. [00:21:12] Speaker G: Tak. [00:21:13] Speaker C: Są ogóreczki? [00:21:17] Speaker H: Nie ma. [00:21:18] Speaker G: A są marcheweczki? [00:21:20] Speaker H: Nie ma. [00:21:21] Speaker E: A jest brukselka? [00:21:22] Speaker H: Nie ma. [00:21:23] Speaker E: A co jest? [00:21:24] Speaker H: Ja jestem. [00:21:26] Speaker G: Proszę Państwa, dziękujemy. [00:21:28] Speaker H: Słuchaj, ty nie marudź. Tylko chodź tu ze mną, obieraj. Za chwilę przyjdą ci, co mają talony na pomidory. [00:21:36] Speaker G: No to, aha. Bolek, przynieś olejną. Będziemy robić pomidory teraz. A, proszę państwa, ładnie obierze, pociągnie się ładnie olejną i pójdą 100 zł za kilo, nie? [00:21:49] Speaker H: To 50, bo to będzie sprzedaż ekspresowa. [00:21:52] Speaker G: A jak pójdziemy na giełdę, to 200. [00:21:55] Speaker H: A miały być po 67. [00:22:02] Speaker G: To jest Bolek. Ma życiorys tak prosty jak robotę, którą tu wykonuje, prawda? Urodził się i koniec. [00:22:13] Speaker H: Bo nie miał innego wyjścia. [00:22:16] Speaker G: Ale to nie wszystko. Słuchajcie, wy się śmiejecie, ale Bolek to jest egzemplarz, słuchajcie. Bolek na przykład ma takie widzimisię i nie mówi R. Bolek. Chodź tutaj. Powiedz towar. Towar. Powiedz rabarbar. Jabajbaj. A worek? Worek. Daj je. [00:22:39] Speaker H: A powiedz rebus. [00:22:40] Speaker G: No, no, no. Weź ten worek i idź tam zanim do tego. [00:22:44] Speaker H: O bulwa, jaki ziemniak. [00:22:48] Speaker G: Tego zostaw. Zaniesiemy do telewizji, to może chociaż raz powiedzą o tych anomaliach w rolnictwie. Mały testy nie pozwolą. Skrob równo, nie rób kantów do diabła. [00:22:59] Speaker H: Wiesz co, to wszystko, ci powiem, jest jeden wielki kant. [00:23:03] Speaker G: Nie mów teraz o filozofach, tylko równo. [00:23:06] Speaker H: A słuchaj, powiedz mi, co się z nami stanie, jak się ludzie zorientują, że to nie są pomidory, tylko zwykły ziemniak malowany. [00:23:14] Speaker G: Jak coś się stanie? Nic. [00:23:29] Speaker B: Do sklepu warzywniczego jeszcze sobie powrócimy, szanowni państwo. A teraz, teraz posłuchajmy jak śpiewa Artur Goc. Ten utwór niedawno graliśmy, ale warto wiedzieć jak to brzmi, jak pięknie to brzmi. Milionerzy to mniejszość w naszym kraju, ale jednak są. [00:24:02] Speaker E: Myślicie, że jestem zerem A ja jestem milionerem Buty mam z najlepszej skóry I błękitne garnitury I nie muszę sypiać sam I nie muszę sypiać sam Bywam często na przyjęciach Mieszkam tylko Jeżdżę głównie swym Rolls-Royce'em I mam IQ nieraj gorsze A w niedzielę w golfa gram A w niedzielę w golfa gram Milionerzy, milionerzy, milionerzy To faceci pożądani, bądźmy szczerzy Wszystkowiety wszystkich raz Pomnażają swój majątek cały czas Helikopter, odrzutowiec i tankowiec Wapenthausy, basen, winda i wieżowiec Do podstaw wymienia skład Bez leasingu i pożyczek oraz rad Bez leasingu i pożyczek oraz rad Mnie kurs franka nie zasmuci, nikt mnie z pracy nie wyrzuci, ani urząd mnie skarbowy nie zaprosi na rozmowy, Mogę kupić za gotówkę luksusową motorówkę A najskrytsze Twe marzenia mogę spełniać bez wątpienia Czym wywołam w oku blask? Czym wywołam w oku blask? Milionerzy, milionerzy, milionerzy To faceci pożądani, bądźmy szczerzy Przez kobiety wszystkich ras Pomnażają swój majątek cały czas Helikopter, odrzutowiec i tankowiec Dwa penthouse, basen, winda i wieżowiec To podstawy mienia Bez leasingu i pożyczek oraz rad A gdy trzymam Cię w ramionach Erich Fromm mnie nie przekona Dzisiaj trzeba być silniejszy Dzisiaj trzeba być silniejszy Trzeba być i mieć! Trzeba być, być i mieć! [00:27:58] Speaker B: No i życzę państwu, żeby wszyscy mogli być milionerami, ale by było pięknie, gdyby tak wszyscy stali się milionerami, nie musieli się o nic martwić, o kurs franka, o jakieś czy ZUS coś przyśle, czy nie przyśle, ale byłoby. No właśnie, ja też czekam na przelicznik stypendium z ZUSu i nie mogę się doczekać. W takim razie może jeszcze raz Artur Goc. [00:28:30] Speaker E: Tobiasz pracuje w superfabryce Bo zna się świetnie na mechanice Oraz meandrach każdej turbiny Lecz dotąd jeszcze nie miał dziewczyny [00:28:47] Speaker D: Na [00:28:47] Speaker E: jednym palcu kwestie zapadki, ale na randkach zalicza wpadki. Może rozebrać zacisk z łatwością, ale ma problem z własną nagością. Kiedy wreszcie poznasz stalony układ rozgrzanych dwóch ciał? Jakie doskonale, jak pobrać próbkę Poskromić wytop, rozgrzać w surówkę Jak rdzeń wytrząsać, przedmuchać tarczę Zacisnąć dwornik, wygiąć gętarkę Pilnie się uczył o dylatacji Ale z kobietą nie jadł kolacji Bo posuwisto, o, o, zwrotne tarcie Z hutą kojarzy mu się uparcie Tobiasz, tobiasz, kto odblokuje Twe serce na czas Kiedy wreszcie poznasz Stalony układ rozgrzanych Siedmiuset mężczyzn bywa na zmianie Z nimi je obiad oraz śniadanie A kobiet poznał wiele twarzy Wszystkie na kartkach z kalendarzy Raz był w Warszawie, lecz się wystraszył Za dużo kobiet, za mało maszyn Wrócił szybko do Bełchatowa By swoje śrubki posegregować Co wiesz, co wiesz, kto odblokuje Twe serce na czas, kiedy wreszcie poznasz rozgrzanich dwóch ciał. Co wiesz? Co wiesz? Kto odblokuje Twe serce na czas, kiedy wreszcie Tobiasz, tobiasz, kto odblokuje swe serce na czas? Kiedy wreszcie poznasz stanone układ różdżanych dwóch ciał? Tobiasz, tobiasz, kto odblokuje swe serce na czas? [00:32:10] Speaker D: Kiedy wreszcie poznasz stanone układ różdżanych dwóch ciał? [00:32:24] Speaker C: Coś [00:32:48] Speaker H: się z narodem dzieje. Niedobrego. Nie ma za grosz poczucia humoru ludowego. Ja was widziałem o śpicie w tramwaju, bo powracałem luźno sobie z balu. Zawsze myślałem, że rano w tych tramwajach Jest wesoluśko, że radość was upaja A tu garbary, szare mary, tu opole zdrój Dlaczego, ludu ty mój? To wycie syren i ranne bicie dzwonów To najpiękniejsze odgłosy tego domu Przez osiem godzin delegania w tych pierzynach już dość Więc skąd ta poranna złość? Tym bardziej, że Za oknami świta, widać, że rozkwita. [00:33:58] Speaker F: Rosną domy z prawej, z lewej będą też. Trzecie to jest nasza, kruma pospolita. [00:34:12] Speaker H: A wy jacyś tacy, toż to trzecie grzech. Przez chwilę myślałem, może coś się stało, ale to by nasze polskie radio dawno już podało. Pisałaby prasa we wszystkich gazetach na pierwszych stronicach, no bo jakaż z tego byłaby tajemnica. i tak podniecony już nie wytrzymał. Razem z motorniczym kumplem z partyzantki tramwaj zatrzymał. I jak ten natchniony poeta w oracy zawołałem. Ludzie! Kochani! Coście tacy smutni? Przecież jedziecie do pracy. [00:35:19] Speaker C: Patrzcie! [00:35:20] Speaker F: Za oknami świta, widać się rozkwita. Rosną domy z prawej, z lewej tego też. Trzecie to jest nasza, Duma Pospolita. A wy jacyś tacy, toż to trzecie grze. [00:35:52] Speaker B: Bogdan Smaleń, pamiętacie państwo tę piosenkę, prawda? No to zostańmy jeszcze w dobrym towarzystwie. [00:36:00] Speaker G: Kowaju nie będzie, Tiaktoj się zepsuł. Słuchaj Bolek, przestań szerzyć defektyzm. Nie trak, trak, tiak, pu. Traktor się zepsuł, tylko koło się zepsuło. Jak koło jest zepsute, to całe Tiaktoj jest... Bolek, jesteś na budowie. Ile traktor ma kół? [00:36:19] Speaker H: Cztej. [00:36:20] Speaker G: Ile się zepsuło? Jedno. To ile jest dobrej? [00:36:22] Speaker A: Trzy. [00:36:23] Speaker G: No, to nie można tak powiedzieć, że trzy są dobre? [00:36:27] Speaker B: I tak to działało. [00:36:30] Speaker E: Przecież to samo. [00:36:31] Speaker G: Ale jak brzmi? Trzy dobre! [00:36:34] Speaker B: I tak to działało, proszę Państwa. [00:36:36] Speaker G: I stepeczkę wytocz. Sam? [00:36:37] Speaker H: A co? Może ze mną? [00:36:39] Speaker G: Boli. Chodziło się na wagary, trzeba dźwigać ciężary. [00:36:46] Speaker H: Nie chciało się nosić teczki, trzeba ciągnąć dziś woreczki. [00:36:50] Speaker G: Nie chciało się uczyć pilnie przez całe ranki ze swej zreformowanej pierwszej czytanki. [00:36:57] Speaker H: A mama mówi, napij się mleka, a Boluś co? Na drzewo ucieka. [00:37:02] Speaker G: Tak, Boluś. Jakbyś się uczył, byłbyś kimś. [00:37:07] Speaker H: A tak to jesteś brakującym ogniwem w teorii Darwina. [00:37:15] Speaker G: Nie mów tak do niego, bo on nie rozumie, o co chodzi. Oluś, ucz się, bracie, ucz. Masz duży łeb, dużo ci wiedzy wejdzie. Idź, zamknij budę, wywieź karteczkę, jezdę na studiach i koniec. [00:37:34] Speaker B: No jest to jakieś rozwiązanie, ale chyba nie do końca. [00:37:39] Speaker G: Proszę państwa, tak sobie myślę, że wy macie szczęście, że jesteście naszymi znajomymi. I żeśmy was tutaj wpuścili na zaplecze, słuchajcie. Strach pomyśleć, co się stanie, jak w pewnym momencie nas wywalą. O, co ja gadam, co ja gadam? Jak na własną prośbę odejdziemy, prawda? Słuchajcie, co wy wtedy zrobicie, powiedzcie? Czy wy chociaż znacie podstawowe terminy, które w handlu są obowiązujące? Wiecie, co to znaczy sklep? Powiedz. [00:38:07] Speaker H: No, sklep to jest skrót. Stój, kliencie lub ewentualnie poproś. [00:38:11] Speaker G: Tak jest. Proszę państwa, no musicie o tym wiedzieć. Tak samo musicie wiedzieć, że z jednej strony Lady, gość, co stoi, to jest ekspedient, się nazywa. [00:38:20] Speaker H: Nie mylić z ekspertem. [00:38:21] Speaker G: Proś Boże. A ten z drugiej strony Lady, to Ladaco, prawda. No i Ladaco wie, że Lada moment przywiozą towar i Lada moment się skończy, no. Proszę państwa, a czy wiecie, jak się chociaż normalnie kupuje jeszcze? Pamiętacie to, czy nie? Nie pamiętacie? To trzeba was nauczyć, ludzi od podstaw, no. Musicie się nauczyć normalnie kupować, bo to ludzi nie wiadomo, no. Za rok, dwa, może będziemy znowu normalnie kupować. Zrobimy teraz dla was lekcję poglądową. Uwaga, wszyscy się uczą. Proszę państwa, tu jest sklep warzywniczy, tak jak widzicie. Prawda? Tutaj jest tego. Ja jestem kierownikiem. Idź za drzwi tam. [00:38:56] Speaker H: A czemu ty? [00:38:58] Speaker G: Co? [00:38:58] Speaker H: Czemu ty? [00:38:59] Speaker G: Etat mam, nie widzisz? [00:39:01] Speaker H: Chyba masz półtorej etatu. [00:39:03] Speaker B: Idź. [00:39:03] Speaker H: Ale czemu nie odwrotnie na przykład? [00:39:05] Speaker G: No jak odwrotnie? Tyłem do klienta, frontem do klienta. [00:39:09] Speaker H: A to jak tak obaj jesteśmy, to jest front jedności, tak? [00:39:12] Speaker G: Można powiedzieć. Proszę Państwa, wszyscy się uczą. [00:39:18] Speaker H: A kim ja jestem? [00:39:19] Speaker G: No ja jestem kierownikiem. [00:39:21] Speaker H: No, a ja? [00:39:22] Speaker G: No ty tym, no. Co się szwenda po sklepa. Klientem, no idź. Idź, idź za drzwi, no. Gramy sztuka od początku. Musi być tak, idź. [00:39:31] Speaker H: Już jestem za drzwiami? [00:39:32] Speaker G: Nie, no jeszcze kawałek. To duży sklep jest przecież, współczesny, no. Teraz już na ulicę żeś wszedł. Chodź tutaj. [00:39:39] Speaker H: Tak właśnie czuję, że mi coś tu przejechało. [00:39:40] Speaker G: No no, chodź tutaj. Dobra, uważaj, jest poniedziałek. Uwaga, uczymy się. Jest poniedziałek, godzina 10, wchodzisz. Ty, klient. Stanął koło kina i stoi, prawda? Wchodzisz. [00:39:55] Speaker H: Ja mam czas. Poniedziałek o 12 dopiero otwierasz. Patrz, jaki ja mam luz. Od środy tu stoję. [00:40:04] Speaker G: Słuchaj, nie denerwuj mnie, bo jak wywieszę karteczkę, jestem w terenie, to mnie nie znajdziesz, no. Wchodzisz. [00:40:13] Speaker H: Zaraz, tylko korzenie sobie powyrywam. [00:40:16] Speaker G: Uważaj, bo zakwitniesz. Wchodzisz. [00:40:20] Speaker F: Da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da-da- [00:40:51] Speaker G: Zabezpieczenie puściło. Chodź. Klamry, łańcuchy, sztaby puściły. Wchodzisz, otwarte masz. [00:40:56] Speaker H: Ciu, hej, no, e, ta, drrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr [00:41:19] Speaker G: Bo nie na Oliwionę. Wchodzisz. [00:41:21] Speaker H: Dzień dobry. [00:41:23] Speaker G: Co ty? Jeszcze raz. No ludzie. No gdzie? Słyszałeś, żeby ktoś wchodząc do sklepu dzień dobry mówi? Kulturę zmieniasz, obyczaje wprowadzasz nowe. Gramy pod hasłem prawda czasu, prawda ekranu. Jeszcze raz, dawaj. Musi być tak, jak... No idź. A jak do samów wchodzisz, to dzień dobry mówisz? Za koszyki w regały lecisz, nie? Będzie się kłaniać, żeby ktoś mu koszyk zabrał. Jeszcze raz. [00:41:47] Speaker H: To ja mam z koszykiem po jedną suszoną śliwkę iść? [00:41:51] Speaker G: Dla przykładu mówię Ci, że tu jest sam. Tu też jest sam, bo tu jestem sam. Niczego nie ma, sam jestem. No i? Idziesz raz. Co za tępy klient to go nie zna. Wchodzisz. [00:42:04] Speaker H: Uważaj, wchodzę. [00:42:07] Speaker G: No nie rób tak, bo się nauczą i będą tak robić jutro. Uwaga, wchodzę. Co to kogo wchodzi? Ty masz wejść, by i być. I rozglądać się i podziwiać. Nie bój się, ja cię sam zauważę. Wchodzisz. Już się zauważyłem. [00:42:29] Speaker H: Ja ciebie też. [00:42:31] Speaker G: Czego? [00:42:32] Speaker H: Proszę? [00:42:33] Speaker G: Pytam się grzecznie, czego pan sobie życzy? [00:42:38] Speaker H: Czy jest, a może... Czy jest coś? [00:42:44] Speaker G: To, co pan widzi. [00:42:46] Speaker H: No to niewiele, to ja w takim razie idę do drugiego sklepu. Do widzenia, panie kierowniczku. [00:42:51] Speaker G: Tak. Gdzie akcja się toczy na wsi, jeden sklep jest. Tutaj musisz robić. [00:42:55] Speaker D: Jest [00:43:05] Speaker G: agrest? Nie ma. [00:43:10] Speaker H: A może są... [00:43:10] Speaker G: Nie ma. [00:43:11] Speaker H: Może... [00:43:13] Speaker C: Nie ma. [00:43:14] Speaker G: Nie ma. Ale to jest... Słuchaj, ludzie. Osiem godzin. Nie ma. Nie ma. Nie ma, naprawdę. Nie ma. [00:43:21] Speaker C: Nie ma. [00:43:22] Speaker G: A trzy dwieście jest na koniec. Naprawdę. [00:43:25] Speaker H: No to ja nie wiem, co robić, no. [00:43:27] Speaker G: Dzieci rób, jak nie wiesz, co robisz. Idź. Idź. Próbuj. [00:43:31] Speaker H: A to ja sobie przypomniałem, że ja nie lubię warzyw. [00:43:35] Speaker C: No. [00:43:35] Speaker G: To co będziesz jadł? [00:43:36] Speaker H: No co ja gadam? Co ja gadam? [00:43:38] Speaker G: No to idź. Dawaj. Wchodzisz. Próbuj. Wszyscy się uczą, ludzie. No, no, bez tego. Tylko bez tego. Młodzież jest na sali. Bez łapówek. Koniec łapówkami. Nie ma łapówek. [00:43:51] Speaker H: Ja się chciałem zapytać, czy nie masz rozmienić. [00:43:54] Speaker G: Nie mam. Na przeciwko może będą. Tam jest monopolowe, to będzie, prawda? [00:43:59] Speaker H: To ja może w takim razie poproszę z dyrektorem albo z jego zastępcą. Bo jak ja się zdenerwuję, jak ja powiem, kogo ja znam w tym mieście... Pokój! Jak ja tu komuś wyszedłem, a wiesz... [00:44:07] Speaker G: No co ty, no co ty uczysz? Co ty? Wiesz, kim ty jesteś? Klientem. Próbuj. [00:44:14] Speaker E: Gdzie? [00:44:15] Speaker G: Jesteś klientem. Patrz. Patrz, jak klient wygląda. Masz. Ja ci... Oj, co za... Masz. Patrz. Uważaj. Tu. Wchodzę do sklepu. Jestem na ulicy. Już na ulicy jestem. To już myślę, co będę robił. Rozumiesz? Miękko w kolanach. Ręce po sobie. Nieziutko. Skromniutko. Niewinnie. Wchodzisz. Lekko. Rozglądasz się. Dajcie. Jesteś. Nie macie. Wiesz taki. Jesteś taki. Rozumiesz? [00:44:36] Speaker H: Tak. [00:44:37] Speaker G: Taki szczurek jesteś. Jesteś. Tak. Nie macie. Taki... Tak. [00:44:41] Speaker H: No. [00:44:41] Speaker G: Dawaj. [00:44:42] Speaker H: Ja nie umiem w szczurkach grać, co ja, w zoologu jestem, czy jak? [00:44:46] Speaker G: Chcesz być zdrowy? [00:44:48] Speaker H: Tak. [00:44:48] Speaker G: Chcesz mieć witaminy? [00:44:49] Speaker H: Tak. [00:44:50] Speaker G: Próbuj. No, jeszcze niżej, niżej w kolanach. Jeszcze niżej. O, teraz widać, gdzie klient, gdzie kierownik. Widziałeś, jak to widać? Patrzcie. [00:45:03] Speaker H: Ege, siege, dre, cio, kolo, ma, sa, jo, o, sto, ku, cio, ko, jo, to, do, bu, ro, ki. [00:45:10] Speaker G: Coś ty powiedział, że co? [00:45:12] Speaker H: No tak gość powiedział w Budapeszcie i buraki kupił. [00:45:15] Speaker G: Widzisz te góry? Widzę. To Karpaty. Wracaj do kraju piorunem. Do kraju! Gdzie? Przez Himalaję. Gdzie? Najkrótszą drogą. Jak ci się poślajam po obcych landach, zobaczysz. Tutaj proszę. O, pole, bracie, do popisu. Próbuj. [00:45:38] Speaker H: Panie kierowniku. [00:45:39] Speaker G: Co jest? [00:45:40] Speaker H: Ja mam taki mały interes. [00:45:42] Speaker G: To nie moja wina, nie? [00:45:54] Speaker B: No i nie wiadomo czym to się skończyło, a właściwie wiadomo, no bo kiedyś w handlu były zupełnie inne zasady, a jak to było, a właściwie jak to jest, kiedy narzeczony ma już wyznaczoną datę ślubu. No to idzie jeszcze do knajpy, tak, żeby przed kawalerskim się zastanowić. Proszę posłuchać, Artur Goc, a to jest kawa z Radiem Xon. [00:46:22] Speaker D: Jako [00:46:42] Speaker E: obecny narzeczony Jestem nieco zatrwożony Że ten stan się wkrótce zmieni Bo wypada się orzenić A więc omijam jubilera Bo się obawiam jak cholera Że w promocji są obronczki Akurat na nasze rączki I sklepów, gdzie są białe suknie Także boję się okrutnie Bo co jeśli się okaże? Że są suknie w Twym rozmiarze I tylko modlę się jako obecny narzeczony Żeby ten ślub jakimś cudem mógł być odroczony I tylko modlę się jako obecny narzeczony Żeby ten ślub jakimś cudem mógł być odroczony Żeby ten ślub jakimś cudem mógł być odroczony I tylko mogę się obecny narzeczony Żeby ten ślub jakimś cudem mógł być odroczony Czuję się całkiem osaczony Przez rodzinę przyszłej żony Podglądają, oceniają Doradzają, przestrzegają Mój przyszły teść mnie zawsze śledzi Kiedy zmierzam do spowiedzi By podsłuchać czy przypadkiem Nie okaże się gagatkiem I mecz za meczem mi przepada Bo wciąż siedzę na obiadach Gdyś teściowa mnie testuje Czy jej kuchnia mi smakuje I tylko modlę się jako obecny narzeczony Żeby ten ślub jakimś cudem mógł być odroczony I przedmałżeńskich nauk nie lubię W dniach niepłodnych wciąż się gubię Bowiem z chemii i z fizyki Zawsze miałem złe wyniki Bowiem z chemii i z fizyki Zawsze miałem złe wyniki I tylko modlę się jak obecny narzeczony Żeby ten ślub jakimś cudem mógł być odroczony I tylko modlę się jak obecny narzeczony Żeby ten ślub jakimś cudem mógł być odroczony I tylko modlę się jak obecny narzeczony Żeby ten ślub jakimś cudem mógł być odroczony I tylko modlę się jak obecny narzeczony Żeby ten ślub jakimś cudem mógł być odroczony [00:51:24] Speaker D: Oj, [00:51:30] Speaker B: oj, dziwne to wszystko. Przecież małżonkowie powinni być szczęśliwi i powinni dążyć do tego, żeby być ze sobą razem. Tak mi się wydaje. Ale teraz wszystko się zmienia. Zamiast męża mamy partnerów, partnerki i o ślubie rzadko kto mówi. Niebawem może zaczną obowiązywać rozwody z orkiestrą. Tego też nie wiem. To jest kawa z Radiem Xon. Powolutku zbliżamy się do końca naszego spotkania, ale jeszcze chwilkę czasu pobędziemy razem. Gdyby państwu było smutno, to informuję, że kolejne spotkanie w kawie z Radiem Xon w poniedziałek, a dziś mamy piątek. W sobotę i niedzielę kawa z Radiem Xon nie funkcjonuje, ale są inne audycje, które polecam. [00:52:19] Speaker C: Widziałem wczoraj w parku pingwinem. Przy mojej ławce na głowie stał Za taki numer dałem mu winę To by nie wypił w taki upał Dziwne się rzeczy dzieją w tym mieście Zielone słońce, niebieski dym Niby znasz wszystkich, a jednocześnie nie masz pojęcia, kto tu jest kim. Zmarła mi sprawa w miejskim urzędzie, [00:53:18] Speaker B: bo [00:53:18] Speaker C: tam za biurkiem rozparł się wieprz. Dałem mu winę, minieł będzie. Potem był sprawy piękny pogrzeb Dziwne się rzeczy dzieją w tym mieście Niebieskie słońce, zielony dym Niby znasz wszystkich, a jednocześnie Nie masz pojęcia kto tu jest kim Dziwne się rzeczy dzieją w tym mieście Niebieskie słońce, zielony dym Niby znasz wszystkich, a jednocześnie nie masz pojęcia kto tu jest kim Normalne miasto, a takie dziwne Nic się normalnie nie może stać Nim ugotujesz, wszystko wystygnie Tylko tu pić i w łapę dawać Dziwne się rzeczy dzieją w tym mieście Niebieskie słońce, zielony dym Niby znasz wszystkich [00:55:13] Speaker A: Słuchesz radia XON. Słuchaj nas. [00:55:18] Speaker B: Dzisiejsze wydanie Kawy z radiem XON dobiegło końca. Za uwagę dziękuję Leszek Kopać. Życzę miłego weekendu, miłego wolnego czasu, jak najpiękniejszej wiosennej pogody. Słyszymy się w poniedziałek w samopołudnie. Do usłyszenia. Bez względu na pogodę u nas zawsze dobry nastrój. Polecam też audycję Radiakson. Nadajemy skstolicy Karkonoszy już od ośmiu lat. W różnych odsłonach, ale jednak ciągle jesteśmy. Wszystkiego dobrego, Leszek Kopeć. Kłaniam się. [00:57:44] Speaker D: Napisy stworzone przez społeczność Amara.org

Other Episodes

Episode

March 10, 2026 00:59:56
Episode Cover

Kawa z Radiem KSON - 10.03.2026

Listen

Episode

March 23, 2026 00:59:55
Episode Cover

Kawa z Radiem KSON - 23.03.2026

Listen

Episode

May 22, 2026 00:59:05
Episode Cover

Kawa z Radiem KSON - 22.05.2026

Listen