Episode Transcript
[00:00:05] Speaker A: Słuchesz radia XON.
Słuchaj nas.
[00:00:12] Speaker B: W samo południe 15 kwietnia w środę wita Leszek Kopeć, prezenter audycji Kawa z radiem XON.
Duża porcja piosenek autorskich związanych z poezją śpiewaną, z piosenką literacką.
Darzają się również perełeczki kabaretowe i wstawki satyryczne.
Dzisiaj zapowiedziała swoje przybycie do studia wasza ulubiona blondynka.
Ale nie tylko.
To co? Jesteśmy gotowi? Leszek Kopać jeszcze raz gorąco, gorąco zapraszam.
[00:01:07] Speaker A: Mikroklimat.
[00:01:24] Speaker C: Na peronie żywej duszy i rozkładu ani śladu, więc zachodzę budynek od podwórza.
Pranie się na sznurku suszy, zapach mówi czas obiadu, widzę z cienia jakiś facet się wynurza.
Myślę, spytać nie zaszkodzi nim do domu gościu wejdzie, mówię więc, przepraszam, mam pytanie.
Kiedy pociąg stąd odchodzi, on na torze odejdzie, kiedy zechce, że to pociąg na żądanie.
[00:01:57] Speaker D: Więc jest to pociąg marzeń, pociąg marzeń,
[00:02:02] Speaker E: co wdal sunie powoli, lecz bezpiecznie.
[00:02:07] Speaker D: Wszystko może na wąskim torze, gdy już
[00:02:11] Speaker E: ruszy ze stacji piasek.
[00:02:23] Speaker C: Mój rozmówca ciągnie dalej.
Na tej trasie w swoim czasie pasażerów było, że aż się roiło.
Wtedy było najwspanialej. Tłok przy kasie, a na trasie parowozy, że popatrzeć było miło.
Potem wszystko się zmieniło. Autobusy, trolejbusy i pociągi szybsze na szerokich torach.
Pasażerów nam ubyło, a i tabor był przykusy. Smutnych zmian dla wąskich torów przyszła pora.
[00:02:56] Speaker D: Lecz został pociąg wrażeń, pociąg wrażeń, co
[00:03:01] Speaker E: wdal sunie powoli, lecz bezpiecznie.
[00:03:06] Speaker D: Wszystko może na wąskim torze, gdy już
[00:03:10] Speaker E: ruszy ze stacji wiosen.
[00:03:18] Speaker C: Lecz co dobre musi wrócić, więc przetrwają wąskie tory i gdzie szczęścia szukać ludzie zrozumieją. Pora zwolnić, czas zawrócić, rzucić spory świata z mory, ruszyć parowazem zielonym z nadzieją.
[00:03:34] Speaker D: Cóż ponad? Pociąg wrażeń, pociąg wrażeń, co w dalsu
[00:03:40] Speaker E: nie powoli, lecz bezpiecznie.
[00:03:44] Speaker D: Wszystko może na wąskim torze, gdy już
[00:03:48] Speaker E: ruszy ze stacji w piasecznie. Pociąg praży, pociąg praży, jedzie może powoli, lecz skutecznie.
Wszystko może na wąskim torze, szczęście wozi ze stacji w piasecznie.
[00:04:28] Speaker F: Tałcząg, tałcząg, tałcząg Tałcząg, tałcząg Tałcząg, tałcząg Tałcząg, tałcząg Tałcząg, tałcząg Tałcząg, tałcząg Tałcząg,
[00:04:56] Speaker G: tałcząg
[00:05:03] Speaker B: Jest wiele linii kolejowych, które na szczęście teraz się rewitalizuje albo odnawia, odbudowuje.
No i bardzo dobrze, bo komu to cholera przeszkadzało, prawda?
Czasem zadajemy sobie takie pytanie. Słuchacie państwo audycji Kawa z Radiem Gzon.
[00:05:21] Speaker H: To tak, że co, jest konkretne zamówienie i nie ma, że tak powiem, ściemy żadnej, tylko normalnie mam taką koleżankę i Tutaj razem przygotowaliśmy coś takiego, żeby to było w jakimś takim... w rozmiarze dość takim... z... Ania, hono!
Jedziemy!
[00:05:45] Speaker F: Miłość
[00:05:57] Speaker E: Ci wszystko zamienić śmierć miłość tak pięknie tłumaczy Dziś ją przekroj, rozpatrzyj, że jest.
To ja!
[00:07:21] Speaker H: To było tam, na imprezie u Henka Elkę poznałem, od razu się w niej zabujałem I czuję, jak moje serce robi bum bum Był do siebie jak żabki i kum kum Było bardzo miło, ale musiałem wyjść do kuchni To była chwilka, wracam, patrzę Elka w objęciach Mirka Wchwyciłem Mirka i oglewę, ale go zostawiłem Bo wybaczyłem I co? Elce też wybaczyłem Ta wielka miłość, przyściuszyńko, no, wybaczy, zobaczysz, wybaczy, ty zdradzasz, a ona wybacza, tak wiesz. Smutek, smuteczek straszny, zamieni sobie znanym tylko mykiem.
Tylko uważać musisz, by nie stało się odwrotnie, odwrotny skutek, dźwięk zamienia w smutek. Ta ogromniasta miłość, Musi tłumaczyć, bo inaczej byś nie pojął, że wybaczy Zdradę I
[00:08:23] Speaker I: kłamstwo
[00:08:28] Speaker H: A nawet chcę!
[00:08:29] Speaker E: Hej!
[00:08:30] Speaker J: Hej!
[00:08:30] Speaker F: Hej!
[00:08:32] Speaker E: Choćbyś!
[00:08:33] Speaker H: Bardzo choćbyś!
[00:08:34] Speaker E: Ją przeklął!
[00:08:36] Speaker H: Jakim strasznym słowem!
[00:08:37] Speaker E: Smaczy mi!
[00:08:38] Speaker H: Ale rozumiem, jeśli smutno wpadasz w rozpacz i przeklinasz!
[00:08:42] Speaker K: Złe słowa!
[00:08:43] Speaker F: A!
[00:08:43] Speaker E: Że jest!
[00:08:44] Speaker H: Dajmy na to jakaś taka!
[00:08:46] Speaker L: Ta!
[00:08:47] Speaker E: Okrutna i słata!
[00:08:50] Speaker I: Dajmy na to okrutna i sła!
[00:08:51] Speaker H: Ale z racji prawdy wiem, że lepsze słowa znasz!
[00:08:54] Speaker I: Miłość!
[00:08:55] Speaker H: Ta ogromnia!
Przyściusieńko, jak mówiłem.
[00:08:59] Speaker E: Wybaczysz to o miłość.
[00:09:06] Speaker H: Ta ogromniasta miłość.
[00:09:07] Speaker E: Ta, mój miły.
[00:09:09] Speaker H: Teraz najlepsze.
[00:09:10] Speaker E: To ja.
[00:09:12] Speaker H: Zdziwienie, co?
2004, Ania Ozner, Grzegorz Kolama, impreza u Laskowika. Co z tego wynika? Piosenka kabaretowa, ale nie terapia typowa. Pozdrówki dla chłopaków z domków jednorodzinnych.
[00:09:30] Speaker A: Tu radio XOM. Radio dla Ciebie.
Słuchaj nas!
[00:09:36] Speaker B: Kawa z radiem XOM.
[00:10:04] Speaker J: Bez ludzkich tysiąc rąk Wciąż niestworzone Idziesz, przychodzisz, nie wiem skąd Cóż chcesz dokonać A z tobą noce, z tobą dni Nadzieję odnisz się Jeszcze Jakby przez płomień, jak przez dym Dawisz ze mnie moim
[00:10:45] Speaker F: wierszem Śniąca
[00:10:58] Speaker J: się Smutnym białym snem Siadasz obok przystola Milczeniem swoim budzisz mnie Wielbiąc moją bezwolę A z tobą nocy, z tobą dni Nadzieję odlisz się jeszcze Jakby przez płomień, jak przez dym Dróż ze mnie moim wierszem A z tobą noce, z tobą dni Nadzieję odlisz się jeszcze Jakby przez płomień, jak przez dym, robisz ze mnie moim pierwszym.
[00:12:34] Speaker F: Czas na podkładkę.
[00:13:14] Speaker B: Kawa z Radiem Xon, wydanie środowe. O, tak może być? Środowe, to chyba będzie gramatycznie.
[00:13:24] Speaker F: Chciałbyś
[00:13:37] Speaker M: wiedzieć, skąd się wziął życie tchnął Chciałbyś przejrzeć świat na wskroś Lecz tajemnic w nim zawsze dość W dwudziesty pierwszy wchodzisz, wiesz Ciąż Cię dziwi zdarzeń bieg.
[00:14:24] Speaker E: Liczy, padaj, wasz i mierz,
[00:14:32] Speaker M: że nic
[00:14:34] Speaker E: nie wiesz, to już wiesz.
Asienia, Wietrze sięgną, a wiatr wciąż powraca Wędruje przez świat Nie wie, dokąd wzywa
[00:15:12] Speaker F: to czas
[00:15:24] Speaker M: Dzięki Panie Stwórco Nasz Za nieznaną świata twarz Za pragnienie co nas gna Dostępnie pyta
[00:15:58] Speaker E: A ziemia się kręci od tylu już lat, a drzewa na wietrze sięgną, a wiatr wciąż Kręci od dynu.
[00:17:24] Speaker B: Zgodnie z obietnicą do naszego studia dotarła wreszcie Państwa ulubiona, wspaniała, cudnie opowiadająca... Ze
[00:17:35] Speaker N: słonecznej Afryki wita was wesoła blondynka.
Afryka to piękny kraj.
Są tu palmy, pustynia i przysłowiowe wielbłądy dwa. Oba stoją pod hotelem we dwóch.
Do Afryki leci się przez olejek do opalania.
Jakbyśmy chcieli z bodziem na Karaiby, to chipsy. Chipsy frico-mico o smaku cebulowym w podwójnym opakowaniu.
Tajlandia to zdrabka w przejściu podziemnym koło cioci Krysi.
Chciałam w czasy w Jastrzębie i Górze, bo niedrogo i dach w domku na pewno szczelny, bo dali nową papę na wiosnę. Tak mi mówiła pani dyrektor marketingu kopalni. Ona się przedstawiała jako jakaś ruda ze Śląska i ona ta ruda ma domki w Jastrzębie i Górze i mówiła, że jest ciepła woda, ile się chce, bo mają węgiel za darmo, jak to w kopalni. Ale Bodzio powiedział, że rudę to fałszywe, nie wiadomo jak z tą ciepłą wodą, a w ogóle to szkoda pieniędzy i pojedziemy do ciepłych krajów, jak przysłowiowa para przysłowiowych bocianów. Do Tajlandii wysłaliśmy ciocię Krysię z wujkiem Zbyszkiem, bo nie było co robić ze zdrapką, a mamę z tadziem pchnęliśmy na Karaiby, niech mają.
Mama honorowo nawet za chipsy nam zwróciła, tośmy nic do nich nie dołożyli.
Za zdrapkę od cioci Krysi nic nie chciałam, bo zaraz ma rocznicę ślubu i to będzie prezent. Przyjdziemy z Bodziem i powiemy, a na prezent miała ciocia Tajlandię od nas, niech tam, niech nie zwraca.
[00:19:16] Speaker L: Piękny kraj!
[00:19:18] Speaker N: A, to już mówiłam.
Bodzio nakupił za dużo tych wycieczek. Nasza szela została.
Nigdy znajomych nie chciał lecieć, bo to nie wiadomo gdzie.
Szukaliśmy w Afryce.
[00:19:33] Speaker I: Nie ma.
[00:19:33] Speaker N: Szukaliśmy w Ameryce.
[00:19:35] Speaker I: Nie ma.
[00:19:36] Speaker N: I to w tej na górze, i w tej na dole. Nawet w tej pośrodku. Tam łatwo szukać, bo wąsko, ale też nie było.
W Azji też ani jednego szeszela nie ma. No to nikt nie pojechał, bo może to szkoła przetrwania? Na jakiejś przysłowiowej Grenlandii albo Antarktydzie szeszele były za puszkę z tuńczykiem, a na puszce ryba i jakiś zimny kraj, bo była kra na wodzie.
[00:19:59] Speaker L: Ha!
[00:19:59] Speaker N: Nie ma głupich, bo jak mówi znany francuski filozof Jean Salavi, Finito ergo sum.
[00:20:10] Speaker I: Tak wam na ucho coś tutaj zdradzę. Jak to z moim szlomo? No i jak to szlomo jest?
Otóż mój szlomo, on kocha bardzo. Kocha mnie bardzo, ale tylko w deszcz.
Słońce na szlomo fatalnie wpływa.
W słońcu to szlomo zaraz wind nie minie. Tak jakoś tak ciknie, tak go ubywa. I chęć się cała wnet wypala w nim.
Za to gdy opad, gdy wokół złota, wtedy ochota z deszczem spływa na nie. Taki ze zielono-deszczowych chłopak, bo w deszcz on kocha pięknie, bez dwóch wystań.
Dlatego myślę sobie, że... Byłoby naprawdę miło Gdyby ciut dziś pokropiło W czym by komu zaszkodziło Troszkę tego dżdżu Od kropelek
[00:21:14] Speaker G: parę z nieba Tyle co dla dwojga
[00:21:16] Speaker I: trzeba Żadna wielka tam ulewa Żaden wielki cni Nikt nie żąda pradobicia Starczą w szafkach choćby tycia Żeby szlomo nabrał żyjca To żeby szlomo mógł, no!
Chcę tutaj wyznać coś wam na ucho.
I jak to z mym szlomu? No, jak ze szlomu jest? Więc całkiem marnie, gdy bywa sucho. A wręcz wspaniale, kiedy pada deszcz.
Bo deszcz w nim szlomo rozbudza zmysły. Bo deszcz gwałtownie w nim rozbudza płeć.
Rwie mu się oddech. I oka błyszczy w żyłach ma wrzątek,
[00:22:01] Speaker E: a w ramionach mnie.
[00:22:04] Speaker I: A w upał?
Dupa, no po prostu dupa, z mojego szloma, a nie żaden chłop.
A wupał klucha, bez sił i ducha, no przecież ku zamiast mężczyzny, to przecież nie wiadomo co.
Dlaczego ja bardzo proszę.
Niech no wreszcie się zachmurzy, niech do jakiejś dojdzie burzy, niech ktoś ważny tam na górze mnie wysłucha i niech odkręci już te krany, niech zostanie świat podlany, bo usycha mój kochanek, a ja razem z nim. Niech no wreszcie się zachmurzy, niech do jakiejś dojdzie burzy, niech ktoś ważny tam na górze mnie wysłucha i... Niech odkręci już te krany, niech zostanie świadko dane,
[00:22:56] Speaker F: bo usycha mój kochanek, a ja razem z nim!
[00:22:59] Speaker I: Przyjęli się, umrzeli w wody, w wodie, do cholery, przecież miłość tu umiera, ona musi pić!
[00:23:09] Speaker M: Szlomo... Szlomo...
Przyląmałe!
[00:23:16] Speaker I: Coś mi się zdaje, że zaczynam żyć!
[00:23:43] Speaker B: Napisy To jest Kawa z Radiemkson. No to ciekawe, że kochanek aktywny tylko w deszcz. No ale różne są anomalia w przyrodzie.
Także tutaj nie możemy niczego przewidzieć.
Kawa z Radiemkson, ta audycja, której państwo słuchacie.
Wydanie środowe. Mamy dzisiaj 15 dzień kwietnia 2026 roku.
No i miłe towarzystwo do picia stworzone przez społeczność Amara.org wspólnie kawy.
[00:24:40] Speaker J: Koniec imprezy, wciąż ktoś ubywa Chociaż saksofon tak pięknie gra Mój przyjacielu jeszcze trzy
[00:24:55] Speaker F: piwa Losłuka
[00:25:09] Speaker J: Jeden pies zdrowie trzeba pić Póki jest w furę starych lat Zabrał czas, jutro nie ma dat Nie ma nas Nic się nie stanie, jutro na pewno Ciesz się już dzisiaj z tego co masz Chociaż to dzisiaj mordę ma wredno Lecz ma Wszystkie nasze dni Jeden pies Zdrowie trzeba pić, póki jest w furę starych lat Zabrał czas, jutro nie ma dach Wszystkie nasze dni, jeden pies, zdrowie trzeba pić Póki nie, fury starych
[00:27:03] Speaker O: lat,
[00:27:06] Speaker J: zabrał czas, jutro nie ma dań
[00:27:56] Speaker A: Tu Radio Xon. Radio dla Ciebie.
Słuchaj nas!
[00:28:03] Speaker B: Są
[00:28:10] Speaker E: słowa kojące, pachnące radością.
[00:28:16] Speaker F: Są
[00:28:20] Speaker M: słowa, które nosisz na dnie serca z wdzięcznością.
[00:28:30] Speaker E: Są słowa, od których dłoń zaciska się
[00:28:34] Speaker M: w pieśń Są
[00:28:40] Speaker E: słowa, po których spać nie możesz ni jeść A ja zbieram
[00:28:59] Speaker M: słowa, by złożyć z nich piosenkę Więc muszą być proste, łagodne i miękkie Zaśpiewam Ci piosenkę, gdy spotkamy się znów Ty
[00:29:12] Speaker E: weźmiesz mnie za rękę, a potem do
[00:29:17] Speaker M: mnie mów Bez słów Bez słów bez słów Są słowa, które znają ci pogodni i prości Są słowa, drogowskazy świecące w ciemności Są
[00:29:56] Speaker E: słowa w środku puste, choć grzmiące jak spik Są słowa, co serce mrożą nawet gdy śpi A ja zbieram
[00:30:24] Speaker M: słowa, by złożyć z nich piosenkę Więc muszą być proste, łagodne i miękkie Zaśpiewam Ci piosenkę, gdy spotkamy się znów Ty
[00:30:38] Speaker E: weźmiesz mnie za rękę, a potem do
[00:30:42] Speaker M: mnie mów Mów do mnie, mów bez słów Bez słów.
Bez słów.
[00:31:16] Speaker L: Chciałam powiedzieć kobietom, tutajże pilnujcie tych swoich mężów, narzeczonych, ukochanych, jakie tam spodnie macie w domu, pilnujcie! Bo teraz te erosy, te pornosy, te wideoklipy, te rozbieranki, gigli-migli, to wszystko do tego telewizora u nas leci. Ona tu telefonuje, tam już goła czeka, cholery można dostać.
Tym chłopom się we łbaku przewracał. Siedzi przed tą wideoporną, nam się tam wygina, pokazuje, włazi na drabinę, kładzie do wody, potem włazi na meble, psuje na meble. Żona w drugim pokoju czeka, a on tę małpę do rana ogląda, no.
Mówię wam kobiety, pilnujcie tych swoich mężów, bo teraz takie czasy, że nawet najstarszy koń cholera chce brykać, skikać, całować się. Dajcie mi świętować.
Ja wam się pośmieję. Ja wam się pośmieję.
Wszystkie te chłopy takie same. Ja nie mówię tego z teorii, tylko z praktyki. Mój stary to samo. 30 lat jak gołąbki gruchaliśmy od rana do wieczora. Co pan się śmieje? A że ja grucham, a oby mnie gruchnął, ale się boi. Ja wiem, wszyscy panowie tak mówią, ale naprawdę bardzo dobrze nam się żyło. Raptem, któregoś dnia sprowadziła się do naszej kamienicy taka ruda młoda wdóweczka. Jak zaczęła na tych schodach tę kuperkę kręcić, ja patrzę, ten mój stary, oczy jak na tranzystorach mu się zroja. Wąsika pokręca, przy goleniu rola, rola, rola, noci, a już dziesięć lat nie nucił. Aha, ale to jeszcze nic, raptem ona wyjeżdża na wczasy, ta gaśnica domowego ogniska.
Przysyła do niego list, jak 400 lat poczta polska z hakiem istnieje. Czegoś podobnego ja na papierze nie widziałam. Ona w tym liście nazywa tego mojego starego Władysława Biczkiem Fernandem.
Pisze do niego w Krynicy bardzo nudno. Skromni do swojej żabusi, żabusi. Byczku Fernandusiu parę słóweczek, najlepiej na przekaziku pieniężnym, no! Słyszałyście kobiety coś podobnego? To mało, że mu w głowie przewraca. Jeszcze go doi na forsę, tego byka głupiego starego.
Słuchajcie, jak ja się zdenerwowałam, jakie miała zwołała zebranie, na najwyższym szczeblu, we dwójkę, jakie miała zabrała głos. Rano, tak do wieczora nie przestałam. Powiedziałam Byczkiem, Fernandem, to ty możesz być dla tej swojej plus minus pani. A dla mnie to ty jesteś zwyczajna, nieskromna świtnika.
Mniejsza z tym, bo dzieci słuchają. Pieniążki mąż jej posłać, ale po swoim trupie. Zrozumiano? No i mu się boi, że tę cienką aluzję nareszcie zrozumiał. Bardzo się zmienił. Kasanowa z niego wywietrzał. Znowu żyjemy jak Romeo z Julcią. Słodko, cukierkowo. Nie, nie, moje drogie. Każdy mąż może być jak jagnie, tylko jak się go przedtem dobrze nagnie w łóżkach.
[00:33:58] Speaker F: O, o, o.
[00:34:00] Speaker L: Oj, oj chłopaki, chłopaki.
Oj chłopaki, co my z wami mamy? No ale już stary Fredro napisał 200 lat temu, że z mężczyznami wielka bieda, lecz bez mężczyzn żyć się nie.
I dlatego żyjcie nam długo, kochajcie nas mocno, a wszystko będzie klawo, bo co tam dużo gadać? Seks to zdrowie, o ile mnie pamięć nie myli.
[00:34:34] Speaker A: Tu Radio Psom, radio dla Ciebie.
Słuchaj nas!
[00:34:43] Speaker F: Jeszcze
[00:35:01] Speaker O: nie aż tak źle
[00:35:04] Speaker P: Choć już
[00:35:05] Speaker O: pół noca światła aut Co chwila niknął w gęstym dle Jeszcze nas nie może sen Choć oczy szczypią, a w kościach czuć Że jedziemy tak już trzeci dzień
[00:35:29] Speaker M: Żeby tak
[00:35:44] Speaker F: Idź już z domu Kilometry
[00:36:01] Speaker O: wloką się I znowu pada, leniwie tańczą Wycieraczki jak w pusznie Drogę już na pamięć znam Więc wiem, że jeszcze ładnych parę godzin Pozostało nam
[00:37:23] Speaker D: Wokół nas noc
[00:37:25] Speaker O: i mrok, jasny płód przy ciokach wzrok
[00:37:30] Speaker D: To jest dom, lecz nie nasz, jeszcze
[00:37:36] Speaker F: nie Który
[00:37:43] Speaker O: to już w życiu raz Znowu w drodze, znowu liczę kilometry, liczę
[00:37:53] Speaker F: czas, który
[00:38:01] Speaker O: to już w życiu raz.
Wracamy razem, a każdy zakręt przypomina Że coś się kończy i coś zaczyna Że znów wracamy w stary, znany świat W
[00:38:19] Speaker M: miasteczkach sennych światła wokna zgasły już Śpią ludzie w łóżkach, w budce ziemi Ziewa nocny stróż, w miasteczkach sennych światła w oknach zgasły już Śpią ludzie w łóżkach, w budce ziewa nocny stróż
[00:38:54] Speaker B: Co oni z tym ziewaniem, tak?
Ja nie ziewam, państwo chyba też nie.
No, teraz mamy dwóch dżentelmenów, którzy powinni państwa wprawić w dobry nastrój. Proszę bardzo, panowie.
[00:39:07] Speaker G: Dwa razy dwa?
[00:39:08] Speaker K: Cztery.
[00:39:09] Speaker G: Za dokładnie.
[00:39:10] Speaker K: Ale pan spyta jeszcze raz.
[00:39:12] Speaker G: Dwa razy dwa?
[00:39:13] Speaker L: Trzy.
[00:39:14] Speaker G: Dobrze.
[00:39:15] Speaker K: Franczewski.
[00:39:16] Speaker D: Ross.
[00:39:16] Speaker K: A co to tak syczy?
[00:39:17] Speaker G: A teraz?
[00:39:18] Speaker K: Przestało.
[00:39:19] Speaker L: A widzi pan.
[00:39:22] Speaker G: Gula z Dudłem i Grzmile.
[00:39:26] Speaker K: Cztery jaja rozbić w bańce zachodniej, zmieszać z głęboką łyżką kuleszy, dolać hemogen luzem, spłaszczyć orzechy w wirniku, dokapać kozę w tymianie, smażyć na wygaszonym... Nie no nie, to jest jakieś kretyństwo, przecież ja tego nie będę piec.
[00:39:43] Speaker G: Jak to? Jak to pan nie będzie piec, panie Piotruś?
[00:39:45] Speaker K: No nie no.
[00:39:46] Speaker G: No kochany, przecież to są święta. Na święta pan nic nie upiecze.
[00:39:49] Speaker K: No nic, takiego idiotycznego ciasta nie upiekę.
[00:39:51] Speaker G: No to co pan będzie jadł?
[00:39:53] Speaker K: Co? No proszę bardzo, no będę ja teraz cuchy hetmańskie w leleniu, nie wiem, paramony brunszwickie w karbidzie, gulę z dudłem, zmurszałą małmonę w parmezanie à la prycza i kurę po hiszpańsku, proszę pana, z zawiasem.
[00:40:04] Speaker G: Ale to na pierwsze czy na drugie?
[00:40:05] Speaker K: Co? Nie, na przystawkę. Na pierwsze przygotuję glizy pod beszamelem w ryrach, tłuczone kudry, melase w papierach, tamuty, grzmile.
[00:40:14] Speaker G: Grzmile? O nie, ja nie cierpię grzmili.
[00:40:16] Speaker K: A dlaczego pan nie cierpi grzmili?
[00:40:17] Speaker G: Bo mi przypominają jajły.
[00:40:19] Speaker K: Panu grzmile przypominają jajły? No to co jest coś takiego? No coś takiego.
[00:40:23] Speaker G: A co się pan tak dziwi, panie Piotrusiu? Nie mogą mi przypominać?
[00:40:27] Speaker K: No mogą, panie Tadziu, mogą, ale żeby komuś grzmile przypominały jajły, no coś takiego.
[00:40:33] Speaker G: No panie Piotruściu, no cholera jasna, dlaczego grzmile nie mogą mi przypominać jaję? No dlaczego?
[00:40:39] Speaker K: No ale kto mówi, że nie mogą? No mogą, ale że grzmile i jajły, no to też coś, no trzeba być zupełnie wyzutym. Grzmile z jajłami, no nie, no coś takiego.
[00:40:49] Speaker G: Ale Panie Piotruś, ja nie mówię, że grzmile mają być razem z jajłami, tylko że grzmile przypominają mi jajły.
[00:40:56] Speaker K: Aha, ale tak, to w porządku, jak tylko przypominają. Nie, nie, to w porządku, bo same grzmile Pan lubi, prawda?
[00:41:03] Speaker G: Nie, nie, Panie Piotruś, myśmy się źle zrozumieli. Ja właśnie powiedziałam, że nie cierpię grzmili.
Wszystko może być na Wielkanoc, prócz grzmili. Bez grzmili, proszę bardzo, z grzmilami w żadnym wypadku.
[00:41:17] Speaker K: No pan nie lubi grzmili?
[00:41:18] Speaker G: Nie znoszę, no chyba mogę, prawda?
[00:41:20] Speaker K: No czy pan może? No panie Tadziu, kochany, no pewnie, że pan może. Najważniejsza rzecz w życiu to tolerancja. Tolerancja, tak. Nie cierpieć jajek. To ja jeszcze rozumiem, ale żeby grzmili? No właściwie to jakim prawem pan nie cierpi grzmili?
[00:41:33] Speaker G: No jasne, jakim prawem, panie Tadziu. Po prostu nie cierpię, bo mi nie smakują, no.
[00:41:37] Speaker K: Aha.
Anoteanie? A to jak panu nie smakują, to co innego? No to to nie. A to zmienia postać rzeczy. No właśnie. Smak to jest sprawa indywidualna, wie pan. To trzeba szanować. No tak, tak, tak. No ale żeby nie smakowały grzmile, no to trzeba być jakimś zboczonym, panie. No co ja wiem, no co jak co, ale grzmile, no? A dlaczego panu nie smakują grzmile, panie Tadziu? No dlaczego?
[00:41:57] Speaker G: Bo mi przypominają jajły, no. A również i lamzy.
[00:42:02] Speaker K: A no panie Tadziu kochany.
[00:42:04] Speaker G: No.
[00:42:04] Speaker K: No to trzeba było od razu mi tak powiedzieć.
[00:42:07] Speaker O: Co powiedzieć?
[00:42:08] Speaker K: No że grzmile przypominają panu lamzy. No to trzeba było powiedzieć od razu. Przecież jak coś panu przypomina lamzy no to nie ma dyskusji. No to nie ma dyskusji no kochany mój. No przypomina. I już. Ja takie rzeczy doskonale rozumiem. Jak mnie czasem coś, wie pan, coś coś przypomina się no to Koniec, koniec. Ja nie ruszę tego za nic. Ale żeby grzmile przypominały panu lamzy, no panie, to jest dziwne. Jak grzmile mogą przypominać lamzy? No jak mogą?
[00:42:35] Speaker G: Proszę pana. A dlaczego nie?
[00:42:36] Speaker K: Jak to nie? Dlaczego nie? Bo nie mają prawa. Grzmile, panie Tadziu, nie mają nic do lamz. Nic, nic. Jeśli grzmile panu przypominają lamzy, to znaczy, że pan jest nienormalny, panie.
[00:42:46] Speaker G: Ja jestem nienormalny?
[00:42:48] Speaker D: Ja?
[00:42:48] Speaker G: A co pan ma na talerzu?
[00:42:50] Speaker K: Na jakim talerzu, panie Tadziu?
[00:42:51] Speaker G: No na tym, który stoi na stole
[00:42:53] Speaker K: No co ja tu mam? No co mam na talerzu? No co? No gruzła po apolitańsku Gruzła?
[00:42:58] Speaker G: Gruzła? Pan ma na talerzu margasa, kochany To
[00:43:01] Speaker K: akurat... O cholera, jasna Panie Tadziu, jasna, cholera, rzeczywiście No margas! Ale ja nie cierpię margasów A dlaczego
[00:43:10] Speaker G: pan nie cierpi margasy, panie Pietruszu?
[00:43:12] Speaker K: No jak to?
[00:43:12] Speaker G: Przecież nie ma nic lepszego na Wielkanoc od margasa!
[00:43:15] Speaker K: No pan żartuje.
[00:43:16] Speaker G: I pan tego nie cierpi?
[00:43:17] Speaker K: No co pan się tak idiotycznie dziwi, panie Tadziu, no? Co się pan tak dziwi, no? Że to, to że pan lubi margasy, to nie dowód, że ja mam lubić, panie, no! Margas za bardzo mi przypomina kudrę!
[00:43:27] Speaker G: Aaa, no jeśli Maga strzyguje na panu Kudę, to co innego.
[00:43:31] Speaker Q: No tak!
[00:43:31] Speaker G: Nie, no to zupełnie co innego.
[00:43:32] Speaker H: No tak!
[00:43:33] Speaker G: Trzeba by od razu mówić panie Petruczu, że w życiu najważniejsza jest tolerancja. Jeśli ktoś czegoś nie lubi, no to trzeba to uszanować.
[00:43:40] Speaker H: No tak!
[00:43:40] Speaker G: No przecież ja, oczywiście...
Tak, no, to trzeba być jakimś zboczonym. Zboczonym, żeby nie lubić margasów. No nawet kretynem.
[00:43:48] Speaker K: I co?
[00:43:49] Speaker G: I co? Stół wielkanocny będzie bez margasów?
[00:43:53] Speaker K: A pana bez grzmili?
[00:43:54] Speaker G: Bez margasów?
[00:43:55] Speaker K: Bez grzmili?
[00:43:56] Speaker G: Bez margasów?
[00:43:57] Speaker K: Bez grzmili?
[00:43:59] Speaker G: Wesołych świąt, bulba.
[00:44:01] Speaker J: Bulba.
[00:44:04] Speaker A: Słuchaj nas.
[00:44:10] Speaker D: Rozkoszą, lubością i dumą o wiary Spoglądam dzień cały, no a szal krwią zbryzga Przed laty, gdym jeszcze był pofy i młody, kochałem wręczynkę przecudnej urody. Przecudna dziewica łudziła mnie wzajem, lecz krótko, ach krótko świat dla mnie był rajem.
Sprosiłem przyjaciół na ucztę wspaniałą, do drzwi my grzyt podły zapukał.
Nieśmiało uciekł, rzekł grośnie, bo Dunią weseli, że przyjaciół z kim innym pieszczoty swędzieli.
Z przekleństwem o mu kiesę rzuciłem pod nogi! Za chwilę, za chwilę, mój Arab był gotów do drogi!
Jak wściekły pobiegłem w półstronie, znajome ormianin niewierną piastował.
Na unie skry w oczach Mógł słynny miecz błysną Uderzył nim w usta Od usty oderwał Ojejku!
Patrzałem z rozkoszą jak drąca i zbladła Dłoń wznosząc na klęczkach do długi mi upadła Pamiętam błagania, krwi, strumień i jęki Zginęła Greczynka i miłość jej dzięki Rozkoszą, lubością i dumą owiany spogląda dzień cały.
[00:46:33] Speaker P: Sela numer dwadzieścia dziewięć. Jak nie przestaniecie śpiewać tych bzdur, to zawołam naczelnika więzienia.
[00:46:44] Speaker B: No cóż, widocznie panowie takie mieli zamysły, a naczelnik może nie miał poczucia humoru, kto wie. To jest kawa z Radimson, wydanie środowe.
[00:47:24] Speaker J: Widziałem wczoraj w parku pingwinę Przy mojej ławce na głowie stał Za taki numer dałem mu winę To by nie wypił w taki upał Dziwne się rzeczy dzieją w tym mieście Zielone słońce, niebieski dym Niby znasz wszystkich, a jednocześnie Nie masz pojęcia, kto tu jest kim Zmarła mi sprawa w miejskim urzędzie Bo tam za biurkiem rozparł się wieprz Minieł będzie Potem był sprawy piękny pogrzeb Dziwne się rzeczy dzieją w tym mieście Niebieskie słońce, zielony dym Niby znasz wszystkich, a jednocześnie
[00:49:01] Speaker F: Nie
[00:49:02] Speaker J: masz pojęcia kto tu jest kim Dziwne się rzeczy dzieją w tym mieście Niebieskie słońce, zielony dym Niby znasz wszystkich, a jednocześnie nie masz pojęcia, kto tu jest kim Normalne miasto, a takie dziwne Nic się normalnie nie może stać Nim ugotujesz, wszystko wystygnie Tylko tu pić i w łapę dawać Dziwne się rzeczy dzieją w tym mieście Niebieskie słońce, zielony dym Niby znasz wszystkich, a jednocześnie Nie masz pojęcia, kto tu jest kim Dziwne się rzeczy dzieją w tym mieście Zielone słońce, niebieski ten Niby znasz wszystkich, a jednocześnie Nie masz pojęcia, kto tu jest kim Dziwne się rzeczy dzieją w tym mieście Zielone słońce, niebieski dym Niby znasz wszystkich, a jednocześnie Nie masz pojęcia kto tu jest
[00:51:39] Speaker F: kim
[00:51:45] Speaker B: W kawie z Radniemkson? O właśnie, czy państwo słyszą to co ja?
[00:51:49] Speaker J: J-23 znowu nadaje.
[00:51:55] Speaker K: Wstawki większe niż życie.
[00:52:02] Speaker P: Słucham, Brunner.
[00:52:03] Speaker N: Mówmy sobie po imieniu.
[00:52:05] Speaker P: Tak, rozumiem.
[00:52:06] Speaker N: Na imię imię Edyta.
[00:52:07] Speaker P: Dobrze, dziękuję.
Słucham, Brunner.
[00:52:15] Speaker N: W Paryżu najlepsze kasztany są na placu Pigalle.
[00:52:19] Speaker P: Nie mam ochoty na żarty.
[00:52:21] Speaker F: Słucham,
[00:52:26] Speaker P: Brunner.
[00:52:26] Speaker N: Jesteś podły.
[00:52:28] Speaker P: Tak, rozumiem.
[00:52:29] Speaker M: Będziesz tego żałował.
Przysięgam.
[00:52:31] Speaker D: Halo!
[00:52:32] Speaker F: Halo!
Halo!
[00:52:34] Speaker K: Ona jest zbyt nerwowa, Brunner.
[00:52:36] Speaker G: Ty także.
[00:52:36] Speaker F: Ja krew.
[00:52:37] Speaker L: Czy naprawdę takie tempy, czy tylko gra głupka?
[00:52:49] Speaker A: Tu Radio Xon. Radio dla Ciebie.
Słuchaj nas!
[00:52:57] Speaker R: To plec prawie się przyjął.
[00:53:00] Speaker Q: Asa tatarasa, asa tatarasa.
[00:53:03] Speaker R: Nigdzie nie gdzie już hasa.
[00:53:06] Speaker Q: Asa tatarasa, asa tatarasa.
[00:53:09] Speaker R: A tu nowy krzyk mody.
[00:53:12] Speaker Q: Asa tatarasa, asa tatarasa.
[00:53:15] Speaker R: Bieganie na gór lasa.
[00:53:20] Speaker Q: Na golasa!
Na go, na go, jak za dawnych lat Dłonie w górę, raz, dwa! Na go, na go, jak pra, pra, pradzia Łapiemy się za ręce Na go, na go, jak cię stworzył ból I ręka rękę myje Na go, na go,
[00:53:43] Speaker R: od stóp aż do głów Starsi też zdejmą szatki By skiepko się odmłodzić Ciepłe gadki Ale biegać nie mogą Oj zagadki Zaczną po prostu Chodzić!
[00:54:03] Speaker Q: Na goł, na goł jak za dawnych lat Na goł, na goł jak za praw radzia Na goł, na goł jak gdzie stworzył bóg Na goł, na goł
[00:54:16] Speaker R: odstupać do głów Studenci mogą wreszcie Belegli żugnać po mieście Dostrzegą nawet cioły Że
[00:54:32] Speaker J: student bywa he, he, he, goły.
[00:54:37] Speaker Q: Na goł, na goł jak za dawnych lat.
[00:54:40] Speaker L: Przysiad potwarty.
[00:54:43] Speaker Q: Na goł, na goł jak ra, pra, pracja. Chwytamy się za bary.
Na goł, na goł jak się stworzył bóg. I kiwamy na barmana.
Nago, nago odstupać do głów Że przyjdzie
[00:55:00] Speaker R: koniec świata Nadmienić aż się prosi Gdy nago zaczną latać Po śniegu eski mosi
[00:55:20] Speaker A: Tu Radio Xon. Radio dla Ciebie.
Słuchaj nas!
[00:55:27] Speaker B: Dzisiejsze wydanie Kawy z Radiem Xon w toplesie lub bez toplesu, ale właśnie się kończy.
Leszek Kopeć, kłaniam się nisko, zapraszam na kolejne spotkania w samo południe. Czekam na państwa już jutro we czwartek.
To będzie szesnasty dzień kwietnia, ale to dopiero jutro. Dzisiaj polecam inne audycje Radia Xon. Do usłyszenia.
Za chwilę dalszy ciąg programu.
No i co? I się zacięło.
Ale szanowni państwo, pożegnanie już wybrzmiało, a tu czasem się takie rzeczy dzieją. No trudno, trudno, nic na to nie poradzimy. W takim razie pożegnamy się sygnałem początkowym.
To taki żart na koniec i wcale nie pryma aprilisowy.